O co chodzi z tym miesiącem dumy… Już wiemy.

Zawsze staramy się zrozumieć gdy dzieje się coś, co wydaje się nam dziwne i nielogiczne.

Wychodzimy bowiem z założenia, iż nie mamy monopolu na prawdę i możemy się mylić, ponieważ np. nie znamy jakichś faktów.

Jesteśmy niestety staromodni i w odróżnieniu od współczesnych sił „postępowych” pozostaliśmy wierni poznawaniu świata poprzez stawianie pytań zwłaszcza w obliczu głosicieli prawdy najwyraźniej objawionej. W końcu jeśli ktoś coś robi, głosi, propaguje, to jeśli nie jest to efektem zaburzenia, potrafi wyjaśnić powody swojego postępowania.

I tu dochodzimy do tzw. „Miesiąca dumy” środowisk LGBT + inne literki.

Dlaczego cały miesiąc i co ważniejsze… dumy z czego?

Oczywiście dowiedzieliśmy się, iż to nawiązanie do wydarzeń w USA. W porządku.

Jednak… Ponawiamy pytanie: „Dumy z czego?”

Poza tym, jeden dzień upamiętniający to co się tam wówczas wydarzyło byłby ok. Jeden dzień – to nawet logiczne. Cokolwiek by upamiętnić miało.

Dlaczego jednak cały miesiąc? I jeszcze raz powtórzmy… dumy z czego?

Lata słuchania TOK FM, czytania „Newsweeka” i „Polityki” i nadal nie wiedzieliśmy.

Bodajże do ostatniego czwartku.

Nie wprost ale nareszcie doczekaliśmy się. Na antenie TOK FM, w audycji Pani Piekutowskiej była rozmowa o nowej inicjatywie: marszu dumy, dniu dumy czy czymś w tym stylu… osób niepełnosprawnych.

Nie robimy żartów, nie nabijamy się, choć wredna analogie odnośnie niepełnosprawności same się narzucają.

To zresztą nawet logiczne, gdyż związki LGBT + inne literki nie wypełniają w stu procentach roli, które związki heteroseksualne z najnaturalniejszych powodów pełnią w społeczeństwie.

Rozmawiające podczas audycji panie same prowokują do niemiłych analogii w kontekście obydwu „dumnych” manifestacji, gdyż w rozmowie wyraźnie zaznaczono, iż dumni niepełnosprawni są wspierani przez dumne literki od LGBT.

Ech… Pani mówiąca o dniu(?) dumy niepełnosprawnych, podobnie jak zwyczajowo literki, nie określiła z czego ta duma.

To jest niesamowite, jak obyczajowa lewica chce dzielić. Nieustająco dzielić, czego oczywistą konsekwencją są konflikty.

Niestety to uniwersalna zasada, że to na konflikcie buduje się bądź umacnia poparcie.

Obecnie po rozpadzie PiS obydwie grupy atakują się w mniej lub bardziej nieładny sposób, chcąc wynieść swoich i zdyskredytować oponenta.

Tam jednak obrywają dojrzali ludzie, których tylko nakręca polityczne bagno i personalne ataki.

W rezultacie działań lewicowych negacjonistów biologii cierpią dzieci.

I w dużej mierze na tym cierpieniu buduje się poparcie polityczne.

Ta dziwna lewica powymyślała jako punkt wyjścia coś, czego uzasadnić nie potrafi ale uznaje iż tak jest i już. Później zaś na tej bazie buduje wielopiętrową konstrukcję.

Spróbuj zapytać o fundament? Będziesz hejterem i faszystą.

Ponawiamy pytanie.

Duma z czego?

Wychodzi na to, że potrzebę demonstrowania dumy, bez tłumaczenia z czego, mają tylko te grupy, które nie chcą, bądź nie mogą bez pomocy w pełni funkcjonować w społeczeństwie.

Tak właściwie. Czy lewica obyczajowa uważa literki LGBT za ludzi?

Z biegiem lat coraz bardziej wątpimy.

W takim jednak razie za kogo, bo nam wychodzi, że za nadludzi.

Rasa wyższa.

To już nie faszyzm, to nazizm.

Jedyną drogą pokojowego funkcjonowania zróżnicowanego społeczeństwa, niezależnie pod jakim względem, jest przyjęcie iż wszyscy jesteśmy ludźmi. Takimi samymi ludźmi, a różnice między nami to podzbiory w obrębie jednego dużego zbioru, którego wszyscy jesteśmy częścią – LUDZI.

I niczego więcej nie trzeba.

W tym roku ktoś się chyba opamiętał, ale w minionym dosłownie nas zdewastował intelektualnie klip puszczany w TOK FM z okazji miesiąca dumy.

Powtarzana wielokrotnie wypowiedź jednej z „dumnych” podczas manifestacji brzmiała następująco: „Jesteśmy wyjątkowi, chcemy więcej”.

Naprawdę? Chcecie więcej niż kto? I co chcecie?

Wyjątkowi? Czyli lepsi? Lepsi niż kto? Niż większość oczywiście, to jedyny logiczny wniosek tej wypowiedzi. Większość zaś jest heteroseksualna…

Rozumiecie geniusze z TOK FM, iż to dzielenie, nie łączenie. To nawoływanie do kolejnych konfrontacji.

„Chcemy więcej”. Więcej niż kto? Niż większość, jak wynika z logicznego potraktowania wypowiedzi.

Taka to jest dzisiaj ta szurnięta lewica niosąca na sztandarach hasło, że „My, różne literki jesteśmy lepsi niż heteroseksualna większość społeczeństwa i dlatego powinniśmy być specjalnie traktowani.”

Jeśli jednak przyjmiemy, iż przywileje nie należą się Wam z racji na bycie wyższą rasą, to logiczny wniosek brzmi, iż all inclusive jest za fakt bycia niepełnosprawnymi?

Czyli w zasadzie TOK FM przyznał, iż mniejszości sexualne to ludzie niepełnosprawni.

Logika. Nie lubicie logiki.

Czy to lepsza podstawa do domagania się specjalnych praw, niż bycie „wyższą rasą”?

Osobom niepełnosprawnym, którym do pełnego funkcjonowania w społeczeństwie potrzebne jest wsparcie państwa, taka pomoc jak najbardziej się należy.

Nie dlatego, że są lepsi niż inni. Jak w wielu podgrupach i w tej są ludzie bardziej lub mniej utalentowani w różnych dziedzinach, jeśli już przyjąć jakieś wyjątkowe umiejętności za wyznacznik „lepszości”.

Dlatego ci z nas, którym los w jakiś sposób ograniczył możliwości życiowe, powinni otrzymać wsparcie od reszty społeczeństwa.

Gdzie tu jednak miejsce na dumę?

Ewentualnie w opisanej sytuacji dumna powinna być cała zbiorowość, która potrafi dbać o swoich członków.

Jesteśmy społeczeństwem, wspólnotą narodową, terytorialną i po prostu konkretną zbiorowością ludzi.

Zróżnicowaną.

A literki LGBT to to tyko jedna z grup. Ani lepsza, ani gorsza, choć poszczególne jednostki znajdą się tam i lepsze i gorsze.

Jeśli macie pełną sprawność fizyczną i intelektualną, to wsparcie państwa Wam się nie należy.

Jako pełnosprawni, jesteście zobowiązani, jak reszta społeczeństwa do pomocy grupom jej potrzebującym.

Nie chcemy schodzić na wasz poziom, bo łatwo by było uzasadnić, że z punktu widzenia społeczeństwa literki są mniej wartościowe od heteroseksualnej większości ale zostańcie sobie na tym waszym levelu intelektualno-moralnym.

Jedna rzecz wymaga jednak jeszcze wspomnienia.

Przed laty wielokrotnie słyszeliśmy ze strony przedstawicieli lewicy o zafiksowaniu prawicy na punkcie sexu, wówczas w kontekście piętnowania homosexualistów. Że to prywatna sprawa i nie ona decyduje o wartości człowieka.

Faktycznie na prawicy dominowali przez lata ludzie z rodzaju pamiętnego posła, który stwierdził, że facetów to nie, ale panie by sobie pooglądał (cyt. z pamięci). To oczywiście był przedstawiciel PO ale przecież obydwie dominujące od dwudziestu lat w polskiej polityce partie wyrastają z jednego korzenia i to powszechna wśród dziadersów opinia.

Z przesunięciem obyczajowym w lewo, niejeden musiał odszczekać swoje słowa, czego wzorcem z Sevres jest Pan Kamiński.

Lewica w tym czasie rozkręcała promocję homoseksualizmu, a potem trans i tego wszystkiego, co ze sobą owo trans niosło.

Zaczęto niemal z każdej polskiej historycznej postaci robić geja czy lesbijkę.

Bohaterowie „Kamieni na Szaniec” zostali gejami, wbrew temu, co mówili ich bliscy.

Słowacki zdiagnozowany został gejem na podstawie listów pisanych w konwencji epoki.

Najbardziej wkurzył nas jednak przypadek Marii Konopnickiej.

Wiele kobiet feministek, przez lata walczących o prawa kobiet, szlag trafił, gdy zaczęły je reprezentować osoby trans.

Doszło do tego, że w środowiskach „prokobiecych”, biologiczne kobiety zeszły na drugi plan.

W dodatku, jeśli przyjmiemy, iż patrzenia na świat przez pryzmat d..y to domena facetów, to metamorfoza w kobiety chyba nie do końca się udała w przypadku wyznaczających trendy w tym środowisku.

Tego właśnie dowodzi przypadek Marii Konopnickiej.

Ta najbardziej radykalna trans-lewica reprezentuje w oczywisty sposób męski punkt widzenia, czego patrzenie na biogram Marii Konopnickiej przez pryzmat d..y jest oczywistym dowodem.

Wychodzi bowiem na to, iż przyjaźń między kobietami nie jest możliwa i Konopnicką musiało łączyć z Dulembianką łóżko.

Nie bliska przyjaźń. Emocjonalna, intymna ale nie w fizycznym sensie.

W pewnym wieku świat, szanowni panowie po tranzycji, przestaje się kręcić wokół d..y.

Człowiek, zwłaszcza biologiczne kobiety, których większej emocjonalności chyba nikt póki co nie neguje, może po prostu potrzebować bliskiej, przyjaznej duszy.

Dla facetów, jakby przyjaźni nie byli, intymne relacje są związane z ich jak najbardziej cielesną formą.

Maria Konopnicka, już niemłoda, już nie tak atrakcyjna. Jakie miała szanse na bliski związek z mężczyzną?

Spotkała kobietę, bliską duszę, kogoś o podobnych poglądach, podobnej wrażliwości. To po prostu bliska przyjaźń. Potrzebujemy bliskości, zaufania, przyjaźni. To wręcz ewolucyjny wymóg, bo od czasu do czasu każdemu z nas trzeba coś podać, niekoniecznie tę przysłowiową szklankę wody na starość.

I nie musi się to wiązać z tym, wokół czego krąży większość myśli biologicznych facetów.

Po odsunięciu kobiet na drugi plan w „ruchu kobiet”, fizyczność zdominowała ten ruch.

Ba! Teoretycy wielości płci zepchnęli wręcz homoseksualistów na drugi plan ale już nie chcemy wchodzić w te konflikty.

Przypomnijmy więc tylko jeszcze na koniec że faworyzowany względem terminu „homosexualny” przymiotnik nieheteronormatywny wprost mówi o nienormalności względem normy, czyli hetero.

W ten brzydki więc sposób wracamy do punktu wyjścia, czyli z czego ta duma.

W wymiarze jednostkowym dumny może być człowiek, który uratował życie drugiemu, a choćby tylko pomógł w czymś.

Matka. Urodzenie i wychowanie dziecka to niemal bohaterstwo w dzisiejszych czasach, a przecież by być z czegoś dumny trzeba jakąś „ofiarę” ponieść.

Dumny może być naukowiec, który wynalazł coś, co poprawia życie innych.

Dumny może być weteran wojenny, który walczył o to, byśmy mieli gdzie żyć, nie będąc pomiatani przez zwycięzców.

Tymczasem LGBT + inne literki przez cały miesiąc są dumni z tego, że pod względem sexualności różnią się od większości społeczeństwa.

Tylko z tego, no bo czego innego?

Gdzie tu jest jakaś wartość dodana dla społeczeństwa?

Usłyszymy: „różnorodność”, jednak ludzie niscy i wysocy to też różnorodność, a porównania z przytoczonymi przez nas, mającymi prawdziwe powody do dumy, chyba jednak to uzasadnienie nie wytrzymuje.

Słuchając niektórych mediów można było odnieść wrażenie, iż to heterosexualność jak nienormalna.

Ech..

Na koniec mała anegdotka.

Spotkaliśmy niedawno dwie dziewczyny, które jeszcze ze dwa lata temu uważały się za nie dziewczyny.

Na szczęście nie podjęły żadnych radykalnych kroków.

Obecnie jedna 20 lat, druga – szkoła średnia.

Lubiliśmy się, szanowaliśmy, pytam więc pod koniec rozmowy „Jak tam wasze sprawy” – wiadomo jakie.

I otrzymaliśmy odpowiedź, która jest hitem, bo jest zabawna i po prostu fajna. I dowodzi inteligencji, a to zawsze w cenie.

„Wróciłyśmy do ustawień fabrycznych”.

Strasznie namieszaliście dzieciakom w głowach.

Trzeba im teraz dać po prostu czas, bo gdy minie „okres buntu” (ależ to dziadersko brzmi), większość zrobi reset i będzie mogła poczuć dumę z bycia matką.

Prawdziwa duma wiąże się z wyrzeczeniem, poświęceniem, a nie tym, kto nas pociąga sexualnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *