Odyseja Nolana.

Uprzejmie prosi się wszystkich zainteresowanych o wysłuchanie recenzji Odysei autorstwa Pana Tomasza Raczka.

O bycie prawicowym oszołomem nikt go raczej nie oskarży.

Podobno gdy występował jeszcze u Stanowskiego były pod jego recenzjami obraźliwe komentarze, co dowodzi jedynie głupoty je piszących.

Właśnie z tego wynika siła medialna Kanału Zero, że dopuszcza różne głosy, z różnych środowisk.

W dodatku człowiek taki jak Pan Raczek to kwintesencja kultury i szyku. Klasa sama w sobie.

I jak to wynika z recenzji choćby Odysei, jest uczciwy.

Nie jesteśmy fanami pana Nolana. Widzieliśmy większość jego filmów i żaden, poza jednym, nie wgniótł nas w ziemię. Ten wyjątek to „Memento”. Oj, ta historia wymiotła.

Właśnie, historia.

Te wszystkie efekty, ich skala i widowiskowość, tak podnoszone przez fanów Nolana to dodatek do filmu i jeśli nie ma opowieści która wszystko spina, to nie ma mocy w kinie.

I tu wyjątek, bo to właśnie efekt, muzyka i atmosfera całej sceny jest jedynym momentem w „Interstellar”, który nas zachwycił. Chodzi o scenę z nadpływającą ogromną falą.

Wolelibyśmy, by Odyseję nakręcił Ridley Scott albo James Cameron. Dwie skrajności, psychologia kontra akcja. Znając dorobek tych reżyserów, dla nas, każda z tych opcji byłaby lepsza niż omawiana ekranizacja.

Wróćmy do niej.

Ideologiczne oszołomy zachwycają się filmem Nolana, do każdej wątpliwości dołączając wywód kończący się na przystanku „arcydzieło”.

Jesteśmy pod wrażeniem kondycji fizycznej jakiegoś starszego profesora omawiającego film u redaktora Łasiczki w TOK FM 27 lipca 2026 r. Jakim cudem nie strzeliły mu ścięgna i nie pozrywał mięśni. Ależ forma.

Szanujemy starszych profesorów, bo oni przeszli ścieżkę edukacyjną w czasach, gdy jeszcze wiązało się to z uczciwą nauką.

Ograniczymy się więc tylko do uwagi, iż gdyby ekwilibrystyka intelektualna była dyscypliną olimpijską, to mielibyśmy mocnego kandydata do podium.

Pomijając wyjątki w rodzaju Pana Raczka, wiadoma polska strona ideologiczna zachwyca się, bo czuje że tak musi.

Jak zwykle.

Z tych recenzji, które wrzucił nam fb widząc nasze zainteresowanie filmem, znane postacie z prawej strony zachowały się zdecydowanie bardziej uczciwie.

Też wypada dodać że jak zwykle.

Generalnie film się podoba, wskazują jednak, mniej lub bardziej subiektywnie, różne potknięcia.

Taką formę mają też recenzje zwykłych ludzi, piszących o swoich wrażeniach w mediach społecznościowych, a przynajmniej ci, których wypowiedzi owe media nam podrzuciły.

Nasze zdanie?

Takie z grubsza jak Pana Raczka.

Kto chciał Odysei wiernej może nie duchowi ale wyobrażeniom o epoce, zawiedzie się bo za dużo tam współczesności z tej „właściwej” strony.

Film Nolana, prawo Nolana.

Nas raziły rozmowy bohaterów. To często nie były dialogi. To były przemowy, a to w kinie nie jest fajne.

Jedyna scena, która nas naprawdę wciągnęła, to moment z syrenami… i tamta przemowa prawdę mówiąc.

Tam czuć było moc.

Reasumując.

Film jak film.

Niezły, acz nie wybitny.

Ach… dopisać jeszcze trzeba, iż absolutnie nie przeszkadza nam czarna Helena. Dlaczego nie, nawet historycznie podchodząc do sprawy. To nie Grecja klasyczna.

Elliot Page – odbiór roli troszkę zakłócał nam fakt, iż wiemy, że to Elliot Page. Ta cała nagonka nie pomogła, bo tkwi gdzieś z tyłu głowy gdy się widzi aktora i na wizerunek antycznego wojownika nasuwa się współczesna ideologiczna nawalanka.

Po seansie naszła nas jednak myśl, iż udział Page’a był w Odysei wręcz pożądany.

Termin hermafrodyta wywodzi się z mitologii greckiej, a jeśli wziąć pod uwagę podejście Greków do związków męsko-męskich (prawdę mówiąc chłopięcych), to udział przedstawiciela wiadomego środowiska jest ciekawym nawiązaniem.

Irytuje niestety wielorasowość Greków. Czarną Helenę jako żonę króla da się, przy odrobinie chęci, logicznie uzasadnić.

Zróżnicowania członków wyprawy, mieszkańców Itaki, w żaden sposób.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *