…gdyż aktorstwo jest sztuką udawania kogoś innego, porozmawiał z Panią Rigamonti (czy Rigimonti?). W każdym razie taka smutna Pani.

Przyznajemy Panu Danielowi ogrom talentu, z zastrzeżeniem jednak, że dotyczy to pierwszej połowy kariery.
Może to zresztą wina repertuaru, niemniej te filmy z ciężkiego PRL-u to klasa i porównywalnego kina dziś w Polsce nie ma za dużo.
W okolicach półmetku kariery, tak na oko, już tylko jazda na zasługach była.
Nawet gdyby jednak co rok Kmicic wyskoczył, to co z tego?
Wbrew jakimś przedziwnym zabobonom, nie czyni to z aktora autorytetu.
Bo niby na jakiej podstawie?
Jeśli ktoś jest w czymś dobry, to jest w tym czymś dobry. I tyle.
Wróćmy do wywiadu.
„…wydarzyła się rzecz niesamowita: ocenzurowano Daniela Olbrychskiego.”
Panie Danielu, skandalem jest ocenzurowanie czegokolwiek, co zostało powiedziane zgodnie z prawem, niekoniecznie akurat Daniela Olbrychskiego.
Za to ta, jak to Pan określa, właściwa strona, po której również w tym wywiadzie się Pan wypowiada, wyjątkowo lubi zamykać usta krytykom.
Pan Daniel sprawia wrażenie, jakby był jakąś niesamowitą ofiarą PRL-u.
Na czym ta ofiarność polegała?
Jakieś poświęcenia, ofiary? Sankcje? Może podcięta kariera?
Z wywiadu wynika jedynie, iż gen. Jaruzelski mu pomagał.
Dziwne to.
Zalecamy zimny prysznic.